Najtańsze konta osobiste – Luty 2016

Nasz ranking kont osobistych zawiera porównanie kluczowych opłat jakie mają najlepsze konta osobiste dla osób pełnoletnich . Z bogatej oferty rachunków osobistych banków, do naszego rankingu, wyselekcjonowaliśmy jedynie te, które są najkorzystniejsze dla klienta pod względem wysokości opłat i korzyści aktualnych promocji.
Polacy nie powinni się bać korzystać z nowych ofert banków, ponieważ jest to często szansa na lepsze ulokowanie ich oszczędności i możliwość uiszczania mniejszych opłat za różne usługi bankowe. Kto zatem myśli obecnie nad zmianą swojego konta osobistego, bądź też dopiero ma zamiar założyć swój własny rachunek oszczędnościowo-rozliczeniowy ROR, powinien przejrzeć nasz ranking kont bankowych.

Najtańsze i najlepsze konta to:

Miejsce nr 1: Bank Smart – Konto za 0 zł. zobacz więcej »
Miejsce nr 2: ING – Konto Direct + 100 zł za otwarcie konta. zobacz więcej »
Miejsce nr 3: Millenium – Konto 360.  zobacz więcej »

Wybierz najlepsze konto dla siebie, dla firmy… dla znajomego!

Celem serwisu jest przejrzyste i szczegółowe porównanie kont bankowych największych polskich banków takich jak: PKO BP, Pekao SA, BZ WBK, Inteligo, Bank BPH, ING Bank Śląski, mBank, MultiBank, Citi Handlowy, Millenium, BGŻ, Alior Bank. Wszystkie one zostały zebrane w jednym miejscu by można łatwiej wybrać konto bankowe jak najbardziej dopasowane do własnych celów. Przygotowaliśmy także specjalne porównania opłat i prowizji dla danych grup klientów m. in. porównanie kont młodzieżowych – porównanie kont dla młodzieży niepełnoletniej, porównanie kont studenckich – porównanie kont dla studentów i młodzieży pełnoletniej, porównanie kont firmowych – dla firm i osób rozpoczynających własną działalność gospodarczą. Przyjrzeliśmy się także oprocentowaniu kont oszczędnościowych – by można było łatwo dowiedzieć się, który bank oferuje aktualnie najwyżej oprocentowane konto.

500 zł na dziecko – co musisz zrobić, by je dostać?

Stało się. Rząd przyjął program Rodzina 500 Plus. Program zakłada wprowadzenie świadczenia wychowawczego na drugie i kolejne dziecko do 18. roku życia w wysokości 500 złotych miesięcznie. Mniej zamożnym rodzinom świadczenie będzie przyznawane już na pierwsze dziecko. Resort rodziny chce, by świadczenie było wypłacane od kwietnia.

Jak otrzymać 500 złotych na dziecko? Oto top 10 najczęstszych pytań:

1. Dla kogo 500 złotych na dziecko?

O świadczenie z programu Rodzina 500 Plus mogą starać się rodzice, jak również opiekunowie prawni i faktyczni dziecka. Wystarczy, że złożą wniosek przez Internet lub w Urzędzie Gminy.

2. Kiedy można złożyć wniosek?

Wnioski będzie można składać od chwili startu programu (wg Ministerstwa ma to nastąpić  1 kwietnia). Jeśli dokumenty wpłyną w ciągu pierwszych 3 miesięcy, rodzice dostaną wyrównanie. Do programu będzie można dołączyć w dowolnym momencie.

3. Czy obiecane 500 zł to kwota netto czy brutto?

To kwota, jaką rodzina otrzyma „na rękę”. Nie będą od niej odprowadzane żadne składki.

4. Jak długo można pobierać świadczenie?

Prawo do świadczenia będzie ustalane na okres 1 roku (planowo od 1 października do 30 września, wówczas wnioski będzie można składać od 1 sierpnia danego roku).

5. Kogo dotyczy kryterium dochodowe?

Progi dochodowe będą dotyczyć tylko rodziców lub opiekunów wnioskujących o świadczenie na pierwsze dziecko. Kryteria dochodowe będą weryfikowane co trzy lata. Pierwsza weryfikacja planowana jest na 1 października 2019 r.

6. Czy o taką pomoc mogą ubiegać się osoby o wyższych dochodach?

Rodzice bez względu na dochody otrzymają po 500 zł miesięcznie na drugie i kolejne dziecko, a rodziny o dochodach nie wyższych niż 800 zł na osobę w rodzinie (lub 1 200 zł w rodzinach z dzieckiem niepełnosprawnym) także na pierwsze dziecko.

7. Czy stan cywilny rodziców ma znaczenie? Co z rodzicami samotnie wychowującymi dzieci, czy w trakcie rozwodu?

Pieniądze otrzyma każda rodzina bez względu na stan cywilny rodziców. Zarówno rodziny, w których rodzice są w związku małżeńskim, jak i rodziny niepełne, oraz rodzice pozostający w nieformalnych związkach. Jeżeli rodzina, obok dzieci z poprzednich związków, posiadać będzie jeszcze wspólne dziecko, to do składu rodziny wliczane będą wszystkie dzieci. W przypadku rodziców, którzy się rozwodzą, świadczenie przysługiwać będzie temu z rodziców, na którego utrzymaniu dziecko się znajduje. Program Rodzina 500 Plus dotyczy także dzieci adoptowanych. Dla rodzin zastępczych natomiast kierowane jest odrębne wsparcie.

8. Czy ktoś będzie sprawdzał, na co wydane zostaną te pieniądze?

Nikt nie będzie sprawdzał ani nadzorował każdej rodziny w zakresie tego jak wydaje świadczenie wychowawcze. Jednak, obawiając się możliwych wyłudzeń pomocy na cele niezwiązane z jej przeznaczeniem, autorzy zakładają monitorowanie sygnałów o marnotrawieniu świadczenia. Wówczas u rodziny będzie mógł zostać przeprowadzony wywiad środowiskowy, aby ustalić jak wygląda sytuacja w danej rodzinie.

9. Czy rodziny pobierające inne zasiłki stracą te świadczenia?

Świadczenie wychowawcze 500 zł nie będzie wliczane do dochodu w innych systemach wsparcia rodzin i nie spowoduje utraty innych świadczeń: prawa do świadczeń z pomocy społecznej, świadczeń rodzinnych, świadczeń z funduszu alimentacyjnego.

10. Jedno z moich dzieci ma 18 lat. Czy dostane 500 zł?

Program 500 Plus zakłada wypłacanie świadczeń na dzieci do 18. roku życia. Dlatego przy ustalaniu, ile dzieci jest w rodzinie, nie będą wliczane dzieci po ukończeniu 18. roku życia. Dla przykładu: jeśli w rodzinie jest trójka dzieci w wieku 6, 8 i 19 lat, to w świetle ustawy brana jest tylko pod uwagę dwójka najmłodszych. Dostaną one po 500 zł. W przypadku, gdy w rodzinie jest dwójka dzieci, z czego jedno jest już pełnoletnie, wówczas kryterium dochodowe zdecyduje, czy do rodziny trafią pieniądze z rządowego świadczenia.

Będą kary dla firm unikających płatności przelewami?

Projekt przygotowany przez resort finansów zakłada kary dla firm, które swoje płatności powyżej 15 tys. zł będą dokonywać gotówką, a nie przelewem bankowym.  Efektem zmian powinno być, między innymi, ograniczenie fikcyjnych transakcji.

Jak sądzimy, jest to kolejna zmiana w trosce o rozwój małych firm i przedsiębiorczości. Ok, a teraz już bez ironizowania – o co chodzi? O opublikowany na stronie internetowej Rządowego Centrum Legislacji projekt nowelizacji ustawy o CIT i PIT, oraz ustawy o swobodzie działalności gospodarczej.

W uzasadnieniu do propozycji Ministerstwa finansów czytamy, że ustawa o swobodzie działalności gospodarczej nakazuje dokonywanie płatności (powyżej 15 tys. euro)  za pośrednictwem rachunku bankowego. Fiskus proponuje, by limit płatności gotówkowych w ramach transakcji w obecnej wysokości -15 tys. euro- został zastąpiony kwotą 15 tys. zł (bez względu na liczbę płatności w ramach tej transakcji).

„W ustawach o podatku dochodowym wprowadzone zostałyby zmiany polegające na konieczności zmniejszenia kosztów uzyskania przychodów, a także braku prawa do zaliczenia do takich kosztów kwoty płatności w przypadku, gdy podatnik dokonałby takiej płatności z naruszeniem postanowień ustawy o swobodzie działalności gospodarczej, a więc z pominięciem rachunku bankowego” – wyjaśniono w uzasadnieniu.

Ministerstwo finansów liczy, że zmiana pozytywnie wpłynie na zwiększenie transparentności dokonywanych transakcji, wzrost uczciwej konkurencji między przedsiębiorcami, zmniejszanie szarej strefy i w efekcie przyczyni się do zwiększenia dochodów budżetu państwa.

Zmiana miałaby wejść w życie 1 stycznia 2017 r.

 

Wzrost opłat nie spodobał się komisji. Prezesi będą się tłumaczyć?

Choć będzie obowiązywał dopiero od lutego, skutki są odczuwalne od kilku tygodni. Podatek bankowy spędza sen z powiek nie tylko prezesom tych instytucji, ale także klientom.

Według RMF FM Komisja Finansów Publicznych zaplanowała na piątek specjalne spotkanie. Chce na nim gościć szefów banków i zapytać ich, dlaczego jeszcze przed wprowadzeniem podatku instytucje podnoszą opłaty. Komisja chce widzieć nie tylko prezesa państwego PKO BP, ale też najważniejszych w bankach prywatnych.

Według wyliczeń w tym roku z tytułu podatku bankowego do Skarbu Państwa wpłynie ok. 4-5 miliardów złotych. W ustawie określono, że z tytułu podatku bankki nie mogą podnosić opłat dla klientów. Dla banków i SKOK-ów wartość aktywów wolnych od podatku to 4 mld zł, ubezpieczycieli 2 mld zł, a firm pożyczkowych 200 mln zł.

Podatek bankowy – banki już podnoszą marże

Chociaż podatek bankowy jeszcze nie funkcjonuje, to kredytobiorcy mogą odczuwać jego konsekwencje, bowiem banki już zaczęły „przerzucać” koszta opodatkowania na klientów.  Kto zapłaci więcej? Przede wszystkim posiadacze kont osobistych i osoby kupujące na kredyt mieszkanie.

Ustawa o podatku od niektórych instytucji finansowych przewiduje, że od lutego 2016 r. m.in. banki, firmy ubezpieczeniowe, SKOK-i i firmy pożyczkowe będą obłożone tzw. podatkiem bankowym, wynoszącym rocznie 0,44 proc. wartości ich aktywów. Od lutego, a już kilka banków znacząco podniosło marże kredytowe. Największy wzrost „zaliczył” Deutsche Bank, gdzie marże wzrosły o 0,65 p.p. Eurobank, mBank, i Raiffeisen Polbank podniosły marżę o 0,40 -0,45 p.p, a BGŻ – BNP Paribas średnio o  0,30 p.p.

Co to oznacza?

Pokłosie podatku najbardziej odczują oczywiście kredytobiorcy, bowiem wzrosną raty. Wg analityków Notus Doradcy Finansowi dla kredytu w wysokości 300 tys. złotych, zaciągniętego na 25 lat, marża wyższa o 0,5 p.p. to wzrost raty o około 80-90 złotych. A to oznacza, że cały kredyt wzięty na 25 lat będzie wyższy o 24-27 tys. zł.

Na podatek z pewnością złożą się wszyscy klienci banków, nie tylko właściciele „hipotek”. Naiwnością było sądzić, że wprowadzenie podatku bankowego nie odbije się na portfelach klientów. Banki zapewne zaczną stopniowo przerzucać koszty na klientów bankowości detalicznej. Na razie zmiany w cennikach banków dotyczą głównie kredytów mieszkaniowych, lokat i kont osobistych.

Płatności zbliżeniowe telefonem są już faktem

Od wczoraj klienci PKO Banku Polskiego będą mogli aktywować w aplikacji IKO zbliżeniowe płatności mobilne HCE. Co to oznacza?

Trzeba przyznać, że PKO Bank Polski wychodzi przed szereg. Po udostępnieniu zupełnie nowej wersji IKO na początku listopada zeszłego roku, mamy kolejną i równie znaczącą nowość w tej aplikacji, a mianowicie opcja mobilnych płatności zbliżeniowych HCE (Host Card Emulation). Płatność telefonem będzie wyglądać tak samo, jak płatność kartą bezstykową. Transakcje do 50 zł nie będą wymagały dodatkowych potwierdzeń, natomiast przy płatności powyżej 50 zł konieczne jest potwierdzenie transakcji zdefiniowanym w IKO numerem PIN. Nie będzie przy tym wymagany dostęp do Internetu, co jest dużym ułatwieniem w miejscach o ograniczonym zasięgu sieci.

Aby móc korzystać z tej opcji należy posiadać smartfon z Androidem i obsługą NFC oraz kartę VISA (może być debetowa lub kredytowa, to nie ma większego znaczenia). Po wskazaniu tej karty w aplikacji IKO, telefon będzie działać… jak karta właśnie. To z niej pobierane będą  środki przy płatnościach zbliżeniowych naszym telefonem.

Uspokajamy – nie trzeba będzie podpisywać żadnych umów z operatorem komórkowym, ani wymieniać kart SIM w telefonach. Zastanawia nas jedynie, jak na tę funkcjonalność zapatrują się klienci największego polskiego banku i czy tę innowację docenią.

 

Prezydent przedstawił swój pomysł. Kredytobiorcy zapłacą mniej?

Kurs sprawiedliwy – nowe pojęcie do słownika gospodarczego wprowadziła Kancelaria Prezydenta. W rocznicę nagłego wzrostu franka KP pokazała projekt ustawy, który ma pomóc osobom posiadającym kredyty w obcej walucie.

Suma różnicy między faktycznie spłaconymi ratami, a ratami, które spłaconoby zaciągając kredyt w złotych – to w skrócie definicja kursu sprawiedliwego. Różnica ma być odejmowana lub dodawana do kwoty kapitału, który został do spłaty – nie wszystkim będzie się więc to opłacać.

W odróżnieniu od podobnego projektu PO, wszystkie koszty miałby wziąć na siebie sektor bankowy. Banki zapłaciły nawet 50 miliardów złotych – wyliczył Dom Maklerski „Trigon”. Z kursu sprawiedliwego mogliby skorzystać ci, którzy wzięli kredyt na prywatne potrzeby. W ustawie nie ma ograniczeń dotyczących powierzchni czy zarobków.

Bank sprawdzi profil na Facebooku?

Czy doczekaliśmy czasów, w których bank będzie oceniał naszą wiarygodność kredytową na podstawie aktywności w mediach społecznościowych? Wygląda na to, że tak.

Coraz więcej instytucji finansowych ucieka się do poszukiwania cennych do oceny wiarygodności kredytowej informacji w serwisach społecznościowych. Osobiście nie uznalibyśmy portali społecznościowych na zaufane źródło rzetelnych informacji, ale nie dziwi nas już, gdy kolejna instytucja ma odwagę prosić o pozwolenie na wgląd do naszych profili, więc włączenie tych informacji do oceny naszej wiarygodności w oczach banku było kwestią czasu.

BIK, BIG i Facebook?

Ok, może to wydawać się nierealne, ale nie sposób nie zgodzić się z tym, że nasz profil jest cennym źródłem informacji o tym, co lubimy, w czym się udzielamy, i, co ważne, z kim wchodzimy w interakcje. I nie chodzi tu o to, że bank prześwietli zdolność kredytową naszych znajomych, a bardziej o to, że łatwo może sprawdzić w jakich relacjach pozostajemy z ludźmi o określonej pozycji zawodowej i społecznej, a zatem także i zdolności kredytowej.

To prawda, nie wszyscy dzielą się prywatnością w sieci. Dzięki analizie tego, co można o nas znaleźć, nietrudno będzie określić, czy odnosimy sukces zawodowy, czy może mamy problem ze znalezieniem pracy – tu ważą rolę odgrywają (o dziwo) aktywności związane z aplikacjami, czy wszelkiego rodzaju społecznościowymi grami. Tak, jeśli logujesz się żeby karmić wirtualne kury i chwalisz się tym swoim znajomym, można wówczas odnieść wrażenie, ze pozostajesz bez pracy lub narzekasz na zbyt dużą ilość wolnego czasu. Może to brzmieć jak totalna bzdura, ale patrząc z perspektywy instytucji, która szuka potwierdzenia, czy warto Ci zaufać w kwestii finansów, taka informacja może nie pozostać bez znaczenia.

To samo tyczy się kwestii rodzinnych i ewentualnego zatajania informacji o posiadaniu dzieci. Tutaj jednak dodatkowo pomocne okazują się rejestry płatności.  Posiadanie dzieci, samochodu, stałych zobowiązań finansowych, to wszystko wykazane być powinno w oświadczeniu dla banku. W sprawdzaniu prawdziwości oświadczenia złożonego przez klienta banku czy instytucji finansowej znowu „przydać się” się może nasz profil na Facebooku. Fakt, że osoba informuje, że nie posiada dzieci, a regularnie robi zakupy w sklepach z dla najmłodszych i chwali się tym, jak pociecha zdrowo rośnie, może sugerować złożenie nieprawdziwego oświadczenia. Podobnie, jak poinformowanie banku, że nie posiada się auta, i jednoczesne płacenie kartą za paliwo na stacji benzynowej.

Brzmi to naiwnie, ale te informacje od dawna już mają ogromne znaczenie dla head hunterów, dlaczego więc doradcy finansowi mieliby z nich nie korzystać?  Od miesięcznych kosztów utrzymania klienta – oraz od zarobków – zależy wysokość zdolności kredytowej, która z kolei decyduje o wysokości przyznanej pożyczki.

O wiele łatwiej uznać za stosowne inwigilowanie portali społecznościowych, specjalizujących się w kontaktach zawodowo-biznesowych. Na podstawie analizy naszej listy znajomych i rodzaju zażyłości z nimi dość łatwo określić, czy bardziej przypuszczać, że nasza faktyczna wiarygodność kredytowa to niedawny sukces, czy może efekt długotrwały poparty naszą ciężką pracą, ale także odpowiednimi znajomościami, które mogą zapewnić nam dochód na odpowiednim poziomie w dłuższym okresie.

Ponadto można określić, czy nasze znajomości mogą mieć istotny wpływ na stan naszych finansów, a także na nasze możliwości zarobkowe. Takie informacje mogą w istotny sposób ograniczyć ryzyko, lub też je spotęgować.

Kto nas sprawdzi?

Przykładem serwisu, który za połączenie konta na Facebooku z kontem w serwisie kredytowym oferuje rabat na pożyczkę, jest Kredito24.pl. Coś za coś – firma pożyczkowa uzyskuje dostęp do tego, co dana osoba publikuje na swojej tablicy, by system weryfikacji wiarygodności kredytowej przetworzył takie dane, a klient otrzymuje w zamian 25 zł rabatu na opłaty związane z udzielaną pożyczką.

Oczywiście, połączenie się z portalem społecznościowym Facebook nie jest obowiązkowe, a informacja, że aplikujemy o pożyczkę w Kredito24 nie będzie wyświetlona na Facebooku.

Nie tylko firmy pożyczkowe, ale i same banki korzystają lub w najbliższej przyszłości będą korzystać z informacji na Facebooku, obok wymaganej przez Komisję Nadzoru Finansowego weryfikacji klienta w Biurze Informacji Kredytowej.

Jako pierwszy bank w Polsce w 2014 roku z tych informacji zaczął korzystać Bank SMART, który wspólnie z firmą Blue Media i platformą CreditOnLine otworzył możliwość weryfikacji przez Facebooka wniosków składanych przez klientów o kredyt online.

Instytucje finansowe wykorzystują media społecznościowe również w inny sposób. Klienci dawnego Alior Synca, jakże innowacyjnego banku dla nowoczesnych klientów, jako pierwsi mogli powiązać swoje profile na Facebooku z kontami bankowymi i za pomocą specjalnej aplikacji przelewać pieniądze do znajomych bez konieczności wpisywania numeru konta. Jego następca, bank T-Mobile Usługi Bankowe świadczone przez Alior Bank, również pozwala przelać znajomemu z Facebooka pieniądze to w kilka minut. Wystarczy połączyć konto ze swoim profilem na portalu społecznościowym. Następnie wybrać opcję „przelew”, wskazać znajomego, któremu chcesz przelać pieniądze, uzupełnić podstawowe dane i oczywiście zatwierdzić transakcję. Gotowe! Co ciekawe (o zgrozo!) nasz znajomy nawet nie musi być Klientem T-Mobile Usługi Bankowe, żeby odebrać pieniądze.

 

mBank z kolei poszedł w powiązania z Facebookiem o krok dalej. Program rabatowy mBanku, mOkazje jest dostępny tylko na Facebooku. To bankowa aplikacja udostępniająca klientom i użytkownikom portalu oferty rabatów, z których klient może z nich skorzystać, płacąc kartą mBanku. Propozycje, które dostajemy z mOkazji oczywiście nie są przypadkowe, na podstawie wcześniejszych transakcji kartą płatniczą, Bank przewiduje, co może nas zainteresować.

Witamy w przyszłości.

Numer wygląda podejrzanie? Lepiej nie oddzwaniaj!

Urząd Komunikacji Elektronicznej przestrzega przed oddzwanianiem na podejrzane numery. Jeśli widzisz nieodebrane połączenie od nieznanego, ale wyglądającego dziwnie, numeru telefonu, nie oddzwaniaj. Takie „głuche telefony” to sposób na wyłudzenie wysokich opłat.

Wykorzystując naszą skłonność do oddzwaniania na połączenia z nieznanych nawet numerów, oszuści sprytnie wyłudzają wysokie opłaty od nieświadomych niczego losowo wybranych użytkowników sieci telefonii komórkowych.   Jak podkreśla UKE takie nieodebrane połączenia pojawiają się najczęściej w godzinach wieczornych lub nocnych. Oszuści liczą na to, że użytkownik danego numeru oddzwoni z samego rana, generując tym samym wysoką opłatę jak za połączenia międzynarodowe.

Jak się przed tym ustrzec? Jeśli cokolwiek wzbudza Twoje wątpliwości, powstrzymaj się przed połączeniem z podejrzanym numerem. Numer wygląda dziwnie? Nie kojarzysz międzynarodowego numeru kierunkowego?  Nie oddzwaniaj. Zawsze też możesz spróbować sprawdzić numer w Internecie – być może ktoś, kto padł ofiarą takiego oszusta, podzielił się tą wiedzą z innymi.

Afera otrzymała już nazwę „afrykańskiej”, bowiem najczęściej są to numery z Republiki Konga lub Wybrzeża Kości Słoniowej. Ich numery kierunkowe (+243 i +225) mogą sugerować połączenia krajowe np. z Warszawy (+22). Urząd  przestrzega też przed odpowiadaniem na połączenia z numerów, które łudząco przypominają nasze rodzime,  np. 9- cyfrowe rozpoczynające się od 703 czy 708, a są wykorzystywane do świadczenia usług o podwyższonej opłacie.

Pamiętajmy też, że takie połączenia te są celowo przedłużane, np. użytkownik słyszy sygnał rozłączenia, lecz jeżeli sam nie przerwie połączenia, trwa ono nadal, a co za tym idzie, operator nalicza wysokie opłaty.

Ktoś Cię oszukał? Złóż reklamację. Urząd Komunikacji Elektronicznej zachęcił też abonentów – w przypadku naliczenia wysokiej opłaty – do składania reklamacji u operatora sieci komórkowej. Trzeba jednak pamiętać, że jeśli połączenie na taki numer zostało wykonane, a dostawca usług je zrealizował zgodnie ze swoim obowiązkiem, to ma także prawo obciążyć abonenta kosztami połączenia, opierając się o obowiązujący cennik.